top of page
  • Artur

ZARZĄDZANIE - TRUDNA SZTUKA

Rozpocznę ten felieton od modlitwy, dziękuję Ci Panie Boże, że dałeś mi szczęście

i nigdy nie musiałem pracować pod wodzą oszołomów jakich spotykałem w różnych miejscach później. To była wielka łaska.

Zanim zostałem szefem kuchni pracowałem przez ponad dziesięć lat na niższych stanowiskach. To była jeszcze stara szkoła, gdzie awans zdobywało się powoli ciężką pracą, umiejętnościami i bagażem doświadczeń zdobywanych również poza miejscem pracy za własne pieniądze.

Temat na dziś trudny lecz niezwykle ważny.

Kiedy zarządzasz zespołem musisz dbać o wewnętrzną harmonię, o spokój i szacunek dla wszystkich jego członków, niezależnie jak ważne stanowiska zajmują i jaki wkład wnoszą w ostateczny wspólny sukces. Musisz także być lojalny wobec pracodawcy który cię zatrudnia, płaci pensję i oczekuje dobrych wyników. Jak tego dokonać?

Da się, pod warunkiem, że sam jesteś dojrzały emocjonalnie, potrafisz racjonalnie oceniać predyspozycje ludzi i separować własne uczucia w trakcie dokonywania obiektywnej oceny.

Nie zawsze ktoś, kogo bardzo lubisz jest świetnym pracownikiem i na odwrót, nie zawsze genialny kucharz będzie równie dobrym szefem kuchni i nie zawsze musisz mieć rację. Jednym słowem nikt nie jest Alfą i Omegą zwłaszcza w tym fachu.

Piszę o tym by uzmysłowić wielu osobom, że pewna pozycja zawodowa nie upoważnia nas do traktowania wszystkich z góry i niesłuchania co mają do powiedzenia. Ale również ta pozycja obliguje nas do niebycia kumplem za wszelką cenę. Mówią, że mając miękkie serce musisz mieć twardą dupę, niestety doświadczałem tego wiele razy gdy chciałem być zbyt fajnym kumplem i wyluzowanym przełożonym. Ludzie zbyt często odbierają to jako przyzwolenie na wszystko i wykorzystują niemiłosiernie.

Zbieranie „po dupie” ma jednak jedną fantastyczną zaletę, bardzo szybko uczy pewnych zachowań i skutecznie hamuje zapędy bycia "duszą towarzystwa" w pracy za wszelką cenę.

Jest trochę zasad które przez lata sobie wypracowałem i których bezwzględnie się trzymam. Pomagają mi w dobrym zarządzaniu oraz zachowaniu równowagi psychicznej.

Poniżej kilka wybranych, tak dla przykładu, nie sposób pisać w tym miejscu obszernej publikacji:)

Po primo - bądź lojalny wobec zespołu oraz wobec pracodawcy. Ktoś powie, idiota,

to nierealne. A ja mówię jak najbardziej realne choć rzecz jasna niełatwe.

Ale co w życiu jest proste? Tutaj szczerość, oraz zdolności interpersonalne odgrywają kluczową rolę. Nie chodzi o to żeby kogoś kryć i grać w coś na boku, ale o to by ułatwić komunikację i tempo załatwiania pewnych spraw. Przecież mamy wspólny cel.

Wystarczy na początku swojej pracy postawić jasne warunki, określić drogę służbową

i odseparować właściciela, dyrektora, zarząd, zwał jak zwał od twojego zespołu

w takim zakresie jakim tylko jest to tylko możliwe. To twoi ludzie, ty nimi zarządzasz,

ty podejmujesz decyzje personalne i wszystkie inne, ty zbierasz ewentualne cięgi, więc na to się przygotuj, ale też ty sugerujesz nagrody. Ty także, niestety, filtrujesz czasem złe emocje w jedną i drugą stronę, lecz suma summarum, proszę mi wierzyć to bardzo upraszcza pracę:)

Przykładów są setki, ale jak wspomniałem kilka wersów wcześniej nie mam zamiaru pisać książki.

Po secundo – stwórz zespół, słuchaj ludzi, nie bądź zadufanym dupkiem który wszystko wie najlepiej. Czasem uczeń może podsunąć fantastyczne rozwiązanie.

Poza tym praca zespołowa wzmacnia więzi i powoduje, że wszystkim bardziej zależy.

Jeśli planujesz nowe dania, zmieniasz kartę, daj ludziom szansę się wykazać, doceń ich kreatywność i wspólnie oceńcie potencjał tych propozycji. Szybko zauważysz efekty.

Jeśli takiej współpracy nie ma - coś jest nie tak, czas na wymianę zespołu, rozwiązanie dawno odkładanych kwestii lub zmianę własnego zachowania. Mają cię w nosie nie bez powodu, poszukaj go zatem zanim będzie za późno!

Po tertio – weryfikuj informacje! Nie dopuszczaj do siania plotek, i co częste, nie słuchaj zrzędzenia i uprzejmego donoszenia jednych na drugich. W systemach zmianowych, gdzie ludzie pracują w mniejszych, zmieniających się zespołach ( dzień na dzień) to wielkie zagrożenie dla spójności teamu. Co zrobić? Konfrontacja od razu!

Wyczyścisz atmosferę, masz spokój;)

Po quatro wreszcie – bądź stanowczy, konsekwentny i bezlitosny. Eliminuj jednostki psujące pracę bez zbędnych drugich, trzecich, piątych szans!

Wystarczy jedna, jedyna żółta kartka, każda następna zamienia się w czerwoną bezdyskusyjnie. Uwierz mi, niepewny pracownik zawsze zawiedzie w najbardziej newralgicznym momencie! Zawali temat w czasie, gdy zawalić go absolutnie nie wolno! Konsekwencje zawsze poniesiesz ty!

Jeśli ktoś pije czy ćpa, nie zmieni się z dnia na dzień, niech podejmie leczenie.

Jeśli ktoś nie przychodzi do pracy bez powodu, uwierz mi, ma to we krwi i nie pojawi się kiedy będziesz miał bankiet na kilkaset osób, kiedy liczyć się będzie czas i każda para rąk.

Zwolnij go, niech zostanie prezesem, wtedy będzie chodził do roboty jak mu pasuje.

Jeśli ktoś kłamie, puszcza ploty, sieje defetyzm i nic mu nie pasuje, nie uszczęśliwiaj go na siłę, niech szuka szczęścia gdzieś indziej.

To oczywiście tylko kilka elementów, które docelowo mają ogromny wpływ na wizerunek restauracji w ogóle. Tak, tak, kłopoty zaplecza są bardziej zauważane przez gości niż może ci się to wydawać. Warto o tym pamiętać.

Sporo pisałem w tym miejscu o pracownikach restauracji, mógłbym być posądzony o stronniczość czy subiektywne podejście do tematu, ale obiecałem na początku cyklu, że nie będę kolorował. Zatem w kilku kolejnych felietonach spojrzę na sprawę z drugiej strony, człowieka który otwiera restaurację, inwestuje czasem dorobek całego dotychczasowego życia, chce spełnić swoje marzenia i często uderza głową w mur.


34 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page