top of page
  • Artur

TAM I Z POWROTEM - 2



Cielęcina była znakomita, aromat tymianku wypełniał moje kubki smakowe niemal niebiańską rozkoszą, czekałem na deser na który zamówiłem najlepszy krem brulle jaki podawano w tym kraju. Skarmelizowany cukier tworzył skorupkę po przebiciu której zanurzało się w jądrze rozkoszy. Myślami wróciłem do czasu kiedy Tomasz pierwszy raz przyprowadził mnie w to miejsce.

- Stary, to najlepsza knajpa w tej części Europy, a tarta jaką podają smakuje jakby w proces produkcji mieszały się anioły.

Miał rację, wracaliśmy tutaj przynajmniej dwa razy w miesiącu by przy znakomitym winie

i świetnym jedzeniu pogadać o radościach i troskach, których ani mnie, ani jemu los jakoś nie szczędził, więc chociaż w taki sposób mogliśmy zrekompensować sobie nasze zgryzoty. Tomasz powtarzał, że dobra kuchnia i odpowiednie wino zdziałają wiele więcej niż sesja na kozetce u najlepszego psychologa. Niewątpliwie był mądrym człowiekiem…

***


Mijały tygodnie, potem miesiące, w końcu lata, Tomasz nieco częściej wpadał w odwiedziny do wujostwa. A to w drodze na delegację, a to podczas powrotu od klienta, a to po świeże sery czy jajka, albo po prostu na weekend z dziećmi. Czterysta kilometrów pokonywał ze stoickim spokojem, mimo nienajlepszej drogi, i zawsze starał się znaleźć pretekst by tutaj zajechać. Agnieszka dotrzymywała zawartej umowy dzielnie radząc sobie w nowej szkole, uspokoiła się, zaczęła realizować swoje pasje do czego Tomasz usilnie ją namawiał i po kryjomu nawet pomagał je finansować.

Była piękną, ambitną i inteligentną dziewczyną, potrzebowała tylko zaufania i wsparcia oraz poczucia, że ktoś w nią wierzy! Powoli wychodziła z cienia swojej starszej siostry, Tomasz zaś często rozmawiał z wujem by nakłonić go do cieplejszego traktowania córki.

Ten jednak z wielkimi oporami zapominał jej dawne wybryki. Nie był facetem, który wylewnie okazuje uczucia, ale dało się odczuć, że jest z niej coraz bardziej zadowolony.

W końcu za namową kuzyna Agnieszka otworzyła się przed ojcem w wigilijny wieczór przeprosiwszy za swoje grzeszki. Nareszcie nastał czas pojednania. Gdy dzwoniła z życzeniami do Tomasza po wigilijnej kolacji w jej głosie słychać było wielkie podekscytowanie, ale również szczęście i spokój. Najgorsze miała za sobą…

Kuzynostwo odwiedzało się wzajemnie wspólnie spędzając wakacje lub zimowe ferie.

Nawet Patrycja zaczęła akceptować obecność Agnieszki jako coś zupełnie naturalnego.

Poza tym miała z dziewczyny ewidentny pożytek, gdy podczas pobytu męża w pracy ona mogła spokojnie zostawić bliźniaczki pod jej opieką i zająć się swoimi sprawami.

W końcu nadszedł dzień w którym Aga stała się dorosłą kobietą. Na jej osiemnaste urodziny Tomasz przyjechał tylko z dziećmi, Patrycja wykręciła się jedną ze swoich niezawodnych wymówek. Niestety dziwne zachowanie żony coraz bardziej nie dawało Tomaszowi spokoju, jednak w tym dniu postanowił nie zadręczać się czarnymi myślami.

Nie chciał uchodzić za gbura zdolnego zepsuć taką uroczystość. Siedmioletnie już bliźniaczki z uwielbieniem odśpiewały ciotce gromkie sto lat, pomagając zdmuchnąć urodzinowe świeczki na okazałym torcie.

-Dlaczego nie zaprosiłaś przyjaciół?

-Bo nie będziemy świętować w domu! Zabieram cię do klubu, a dziećmi zajmą się rodzice, już wszystko załatwione, powiedz proszę, że się zgadzasz?

-Ale dziewczyno, przecież wiesz, że nie chodzę do takich przybytków, jestem na to za stary!

-Noo, uważaj dziadku! A ja i tak będę cię pilnować, żeby któraś z moich koleżanek nie chciała cię poderwać, ostatnio wykazują twoją osobą nadzwyczajne zainteresowanie.

-Nie przesadzaj i nie nabijaj sie ze mnie, ale cóż, chyba raczej nie mam wyjścia?

-Nie, zostajesz po prostu porwany!

Zabawa była przednia, noc minęła szybko, a Tomasz nie pamiętał kiedy ostatnio bawił się tak dobrze, po kilku drinkach tańczył z dziewczyną jakby byli parą zakochanych. Oczywiście nie umknęło to uwadze znajomych, którzy plotkowali ukradkiem na ich temat. W końcu zostali w klubie zupełnie sami i mimo zmęczenia żadnemu z nich nie chciało sie stąd wychodzić.

W drodze powrotnej Agnieszka zjechała w boczną drogę zatrzymując samochód.

-Ale księżniczko ja się dobrze czuję? Po co stajemy? Przecież nie jestem zalany, zrobiłem tylko kilka kolejek.

-Zamknij się proszę.

Dziewczyna objęła go i pocałowała tak namiętnie, że totalnie stracił poczucie miejsca i czasu. Świat zawirował mu przed oczami, a w brzuchu poczuł motyle, które uleciały wieki temu. Objął ją i odwzajemnił pocałunek, by wyrwać się z jej ramion i wyskoczyć z auta jak oparzony.

-Jezu, Aga co ty ze mną robisz?

-Tomek, musiałam to zrobić, kocham cię tak bardzo, że nawet nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić. Myślę o tobie dzień i noc, zasypiam z twoim obrazem przed oczami, śnię o tobie każdej nocy i pragnę cię tak mocno, że nie potrafię się opanować! Wyobrażam sobie każdej nocy, że kochamy się namiętnie, że całujesz moje usta i pieścisz moje piersi, a potem jestem twoja! I nienawidzę Patrycji za to jak cię traktuje i jak przez nią cierpisz!

Wtuliła się w jego ramiona szukając znowu pocałunku.

-Przestań! Dziewczyno co ty wyprawiasz, przecież jesteś prawie moją siostrą! - Tomasz nie potrafił zebrać myśli i wydawał się być przerażony.

-Wiem, wiem, wszystko to wiem i dlatego płaczę w każdej chwili gdy o tym pomyślę,

przeklinam ten durny świat, w którym nigdy nie będziemy mogli być razem… Proszę cię wyjedźmy gdzieś, przecież ludzie wyjeżdżają…

Noc była zimna jak na kwiecień, Tomasz wyciągnął ze schowka paczkę papierosów, które jakiś kontrahent zostawił w jego samochodzie, zapalił i mocno zaciągnął się dymem.

-Kochany Ty palisz?

-Dzisiaj tak …

W jego głowie myśli wirowały niczym w oszalałym tańcu, drżał na całym ciele, nie wiedział tylko czy to z powodu podniecenia czy chłodnej nocy. Agnieszka była piękną kobietą, która własnie uświadomiła mu jak bardzo pociąga go fizycznie.

-Jezu co ja robię – szeptał do siebie chowając twarz w roztrzęsione dłonie.

Agnieszka wtuliła się w niego ocierając mu z policzka łzy. Czuł jak drży, objął ją przytulając do siebie i okrywając własnym płaszczem.

Dlaczego to musiało się stać… Kochał ją z całego serca, lecz w tym momencie uświadomił sobie, że nie była to miłość zdrowa. Tak bardzo jej pragnął…

Może zapomnieć o wszystkim tylko na jeden raz? Jego pożądanie wzrastało coraz bardziej,

a zdrowy rozsądek wydawało się uciekał gdzieś w otchłań nocy. Tylko ten jeden raz, przecież ją kocham! Wiedział, że jeżeli to zrobią nie będzie mógł spojrzeć sobie w twarz.

-Kochany, mam klucz do mieszkania koleżanki, pojedziesz ze mną?

Chcę żebyś mnie kochał, chcę żebyś był pierwszym mężczyzną który mnie posiądzie, to mój wymarzony prezent na osiemnastkę.

-Stop!... Aguś, księżniczko… dlaczego mi to robisz, dlaczego tak stawiasz sprawę, kocham cię ale…

-Ja też cię kocham, więc w czym problem, będziemy uważać obiecuję.

-Aga tak po prostu nie można.

Tomasz doskonale wiedział, że gdyby nie oziębłość jego żony, do takiej sytuacji pewnie nigdy by nie doszło, może gdzieś podświadomie dał tej biednej dziewczynie jakąś nadzieję na coś więcej… Kochał ją, a nawet pragnął o czym świadczył jego stan w tym momencie, ale czy to miało go usprawiedliwiać?

Wypalił kolejnego papierosa po którym zrobiło mu się niedobrze odszedł na pobocze

i zwymiotował. Kilka drinków wyparowało błyskawicznie, był teraz zupełnie trzeźwy, przynajmniej tak mu się zdawało.

-Agnieszko, bardzo cię proszę jedźmy…

-Super to niedaleko, wszystko jest przygotowane.

-Jedźmy do domu, chcę się położyć… sam… z dziećmi…

Jego głos zabarwiony ponurą nutą, jakiej Agnieszka nigdy nie słyszała, był zimny jak stal

i straszny jak ciemna zimna noc. Emocje powoli opadały.

Dziewczyna cicho szlochała, odpaliła samochód i ruszyła w stronę domu, jechali w milczeniu,

po raz pierwszy cisza między nimi była czymś tak nieznośnym i przeszywającym.

Była namacalnym, fizycznym bólem...

W końcu odezwał sie Tomasz.

-Posłuchaj księżniczko, bardzo, bardzo cię kocham, ale przecież wiesz, że między nami nie może nigdy być nic ponadto co jest teraz, a to, co wydarzyło się w samochodzie nigdy nie powinno się zdarzyć.

-Ale to tylko przyjacielski pocałunek …

-Skarbie, tak całują się kochankowie, nie przyjaciele…

-Wiem kochany, ale to było silniejsze ode mnie, obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.

-Nie, ja po prostu już nie będę tutaj przyjeżdżał, jesteś atrakcyjną dziewczyną pewnie nie brakuje ci adoratorów, więc poznasz kogoś, zakochasz się i zapomnisz o starym kuzynie.

-Nie możesz mnie tak zostawić Tomasz, przecież ja umrę bez ciebie!

-Proszę, nie komplikuj sytuacji, dobrze wiesz, że może przyjść taki moment w którym stracę panowanie nad sobą i dojdzie do katastrofy, przecież nie jestem z kamienia. Bardzo cię kocham i dlatego tak będzie lepiej.

-Lepiej dla kogo?

-Lepiej dla nas Aga!

Pragnął jej tak bardzo, że postanowił jak najszybciej skończyć rozmowę i pójść do gościnnego pokoju gdzie spały bliźniaczki.

Następnego dnia, gdy tylko alkomat wykazał, że może prowadzić, spakował dzieciaki

i wyjechał bez słowa pożegnania.

Chciał zaoszczędzić i jej i sobie dodatkowych cierpień.

-Tatusiu, dlaczego płaczesz?

-Nie płaczę moje brzdące, tylko bolą mnie oczy, jaką płytę chcecie posłuchać? Może królewnę śnieżkę? Włączył dzieciakom audiobooka,a sam skupiony na drodze pogrążył się w myślach. Jego serce rozrywał potworny ból…

***

Wspominam tamten okres jako jeden z najgorszych w czasie mojej długoletniej znajomości z Tomaszem. Nawet nasza ulubiona restauracja nie była dla niego wystarczającym pretekstem by wyrwać się z domu i z więzienia własnych myśli.

Od Patrycji dowiedziałem się, że kompletnie przestał zwracać uwagę na dzieci, zamykał się

w pracowni z słuchawkami na uszach i oglądał jakieś ckliwe filmy, które pogrążały go w jeszcze większej melancholii. Zawalił kilka zleceń, by któregoś dnia zadzwonić do mnie

ni z tego ni z owego.

-Cześć, co powiesz na kaczkę z winogronami, albo befsztyka z grubym pieprzem i musztardą Dijon?

-Nareszcie stary, o której ?

-20:00 pasuje Ci?

-No pewnie do zobaczenia!

Ten wieczór zakończył się nad ranem, po zamknięciu naszej ukochanej restauracji zrobiliśmy solidny maraton po barach i przegadaliśmy całą noc. Tomasz miał kompletnie nieudane małżeństwo, a do tego zakochał się w kobiecie, która była jego młodszą o szesnaście lat kuzynką. Niestety to nie była jedyna bolesna zadra w jego sercu, bo mniej więcej w tym samym czasie dowiedział się, że Patrycja od wielu lat prowadzi podwójne życie świetnie bawiąc się z jednym ze swoich kluczowych klientów. Tak się złożyło, że obsługa bankowa rachunków biznesowych nie była ich jedynym wspólnym zajęciem.

Tomasz nie mógł zrozumieć co skłoniło kobietę do postawienia na szali ich wspólnego życia dla pięćdziesięcioletniego lekko korpulentnego człowieczka. Widać jazda Bentleyem za milion papierów dawała jej więcej szczęścia niż kochający mąż, dwójka cudownych dzieci i dom nad morzem. Pamiętam, że wtedy, w pijackim amoku wspólnie planowaliśmy morderstwo tego biznesmena i wielką zemstę na jego interesach, wtedy też ostatni raz siedzieliśmy razem

w ulubionym lokalu przy stole, przy którym właśnie siedzę teraz obserwując piękny

i zmysłowy obiekt jego udręki, trudno się dziwić, że się zakochał…

11 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page