top of page
  • Artur

PROLOG

Zaktualizowano: 27 mar 2020




Powinien był zdobyć wszystko, teraz nie miał nic… Stanął w ciemnej śmierdzącej bramie, roztrzęsiony, dotkliwie świadomy swej katastrofalnej sytuacji. Cień ceglanego, wulgarnie pobazgranego sprayem, pamiętającego wojenną zawieruchę muru dawał iluzoryczne poczucie niewidzialności. Niestety, zimny mur za nic

w świecie nie chciał ochronić go przed zacinającym ulewnym deszczem i chłodem przenikającym do szpiku kości jego zmęczone ciało. Do samochodu pozostało zaledwie kilka kroków, ale chyba nie był w stanie ich zrobić. Z wielkim trudem, skostniałymi z zimna i strachu palcami odpalił kolejnego papierosa, zaciągnął się solidnie czując przyjemne mrowienie w płucach. Uwalnił przez nos kłęb błękitnego dymu i wybuchnął przejmującym płaczem.

Został sam… Nikt nie był w stanie mu pomóc, a raczej nikt nie chciał go już znać. Przegrał najważniejszą

z gier - własne życie, przed oczyma migotały mu tylko obrazy tamtych lat…

199o Lipiec

Jasna cholera, co za debil dzwoni o tej porze, przecież jest druga w nocy! – potykając się o rozrzucone kapcie zwlokłem skacowane ciało z łóżka, a właściwie z tego czegoś co miało je przypominać, w sumie nie miałem zamiaru tego robić ale kot, mój jedyny współlokator, niestety nie potrafił uciszyć wściekle ryczącego telefonu, nie było wyjścia, padło na mnie… - Halo, słucham. - Czy to pan Mateusz? Pan Mateusz Porębski? W słuchawce usłyszałem dziwnie zmieszany, całkiem miły dziewczęcy głos. - Tak, na Boga dziewczyno dzwonisz zza oceanu, czy nie dostałaś na komunię zegarka? Jest kurwa środek nocy! - Bardzo pana przepraszam… - O nie, tylko nie mów do mnie pan. - Okej, tak czy inaczej przepraszam pana, to znaczy ciebie za porę, ale sprawa jest ważna i dotyczy nas wszystkich. - Moment, chwila… nie bardzo rozumiem, może byłabyś łaskawa przynajmniej się przedstawić skoro już musiałaś mnie obudzić, bo jeśli chodzi o wczorajszą imprezę to ja nie bardzo jarzę co się działo, więc jeśli chciałabyś…

Coraz większa irytacja i poczucie, że mogłem jednak narozrabiać wzmagały się w mojej głowie w zastraszającym tempie, czułem, że albo w najbliższych chwilach usłyszę sensowne wytłumaczenie płynące z drugiej strony kabla, albo eksploduję wiązanką takich przekleństw

o jakich ta zasrana paniusia w życiu nie słyszała, i przy których to użyte wcześniej będzie małym panem pikusiem. Następnie metodycznie, z dziką rozkoszą rozpieprzę o ścianę stary zdezelowany aparat. Ta wizja podobała mi się coraz bardziej.

- Nazywam się Martyna Nowak, moje nazwisko niewiele ci powie, ale jestem dziewczyną Łysego, jestem, a raczej byłam.

Po drugiej stronie wyraźnie słychać było coraz bardziej załamujący się głos, postanowiłem łaskawie być nieco mniejszym dupkiem, zmienić niezbyt salonowy sposób wysławiania się i wysłuchać co ma mi do powiedzenia. Poza tym faktycznie chodziło o mojego najlepszego kumpla, w zasadzie przyjaciela i basistę mojego zespołu.

Do tego przeważać poczęła zwykła ludzka ciekawość i coraz bardziej frapowało mnie co też kolega Łysy zmajstrował. W pierwszej chwili moje przypuszczenia kierowały się w stronę wózka i milusiego małego Łysego Juniora… Z wiszącej nad telefonem skórzanej Ramoneski wyjąłem paczkę wymiętych Marlboro, mało zgrabnym ruchem odpaliłem papierosa, zaciągnąłem się solidnie i jak zwykło się mawiać poetycko, powoli zamieniałem się w słuch.


- Hm, no dobrze proszę ja Ciebie, uspokój się i nawijaj o co biega - byłem niemal na sto procent pewien, że chodzić musi o kolejne złamane serce cierpiące przez Pawełka

i szukające ukojenia, pomocy lub zwyczajnej protekcji właśnie u mnie, albo w opcji bardziej tragicznej o bachora. - Bo widzi pan, znaczy widzisz, Łysy, znaczy Paweł, nie żyje...

Teraz słychać było już tylko szloch, który w dość szybkim tempie zamieniał się w coraz bardziej histeryczny płacz. Jeśli laska robi mnie w jajo jest naprawdę świetną aktorką, ale w ułamku sekundy zorientowałem się, że to nie może być jakiś głupi żart, jej ból był niemal fizycznie wyczuwalny w telefonicznej słuchawce i prosto po kablu wdzierał się do mojej świadomości niczym świdrujące wiertło rozwiercając czaszkę i wtłaczając niepokój, strach

i ból we wszystkie członki mojego ciała. Ziemia obsunęła się spod nóg, podłoga gdzieś odjechała, meble przedpokoju zaczęły wirować i dziwacznie się rozmywać.


Odzyskałem świadomość, otrząsnąłem z emocjonalnego letargu ale nie miałem pojęcia ile czasu siedziałem w zagraconym przedpokoju na starym dywanie po babci, ocknąłem się gdy dopalający się papieros zaczął parzyć mi palce. - Jesteś tam? Dziewczyno? Masz jeszcze monety? Kurwa skąd wiem, że dzwoni

z automatu ? – Skąd dzwonisz ? - Wrzucam ostatnią. - Uspokój się i spróbuj opowiedzieć co się stało, bo nic z tego wszystkiego nie rozumiem? Albo nie, zrobimy inaczej powiedz gdzie jesteś, przyjadę po Ciebie i opowiesz mi o wszystkim co zaszło. - Automat, róg Niepodległości i Roweckiego przy zejściu do kolejki miejskiej, wiesz gdzie to ? Cholera, pozmieniali te nazwy i człowiek teraz ma się orientować, szybko starałem się przyporządkować nowe nazwy ulic najpierw do starych, a potem zestawić to wszystko

z topografią miasta. Zważywszy na ilość wypitego wieczorem alkoholu i kaca jaki się powoli zaczynał trudno było pobudzić zwoje mózgowe do pracy. - Wiem, Rewolucji Październikowej i Dzierżyńskiego… - Co ? - Nieważne, czekaj na mnie, będę za piętnaście minut, nie ruszaj się nigdzie już jadę. W mojej głowie zrobił się taki bajzel jak po najlepszej prywatce na wolnej chacie u któregoś z kumpli. Nie mogłem znaleźć spodni, w biegu wskoczyłem w spodenki do biegania – jest środek lata nie zmarznę, no i w końcu się na coś przydadzą – gdzie kluczyki? Są… Drzwi, klatka, schody, parking…

Mój krążownik, Fiat 125p koloru koral, odziedziczony po ojcu wraz z tysiącem przykazań dotyczących eksploatacji odpalił jak zawsze z lekką nutą protestu, w końcu standardowy zgrzyt, wsteczny, jedynka i z piskiem opon ruszyłem na spotkanie z nieznajomą przynoszącą hiobową wieść. W trakcie jazdy nie włączyłem radia ani magnetofonu, wyjątkowo nie miałem ochoty na muzykę, w głowie kłębiły się myśli, co się stało, dlaczego Paweł, przecież miał dopiero siedemnaście lat. A może to pomyłka? Może chodzi o kogoś innego, może dziewczyna coś pokręciła?

Tylko skąd miała mój numer? Skąd wiedziała, że z Łysym przyjaźnimy się od przedszkola. Powoli uświadamiałem sobie, że czas kiedy przyjdzie pogodzić się z faktami nadchodzi nieubłaganie, to nie mogła to być pomyłka. Prowadząc wysłużony samochód który był moim oczkiem w głowie zmagałem się z czarnymi myślami, próbowałem oswajać ze smutnym faktem, że Pawła już nie ma, że nie zagramy już razem, że odszedł na zawsze nie dożywszy swojego najważniejszego koncertu. Żal i ból ścisnęły gardło tak mocno, że do oczu bezwiednie napłynęły łzy, w końcu wybuchnąłem płaczem... Dojeżdżając do umówionego miejsca, uświadomiłem sobie, że nie wiem kompletnie jak dziewczyna wygląda, ale chyba nie ma się co przejmować - w końcu ile dziewczyn będzie stać obok budki telefonicznej w środku nocy. Wyjechałem z piskiem opon z zakrętu, zobaczyłem ją w świetle latarni. Wyglądała dziwnie, stała zupełnie zagubiona i roztrzęsiona również nie bardzo wiedząc na kogo czeka. Jej rozmazany makijaż składający się z tandetnych składników spływał po twarzy tworząc mieszankę łez i kakofonię barw tuszu, podkładu i policzkowego różu. Długie czarne włosy starannie przyczesane spływały na ramiona i niemal krzyczały w swej uporządkowanej formie stanowiąc jedyny zadbany element jej fizis.

Reszta była rozpaczą. Zaparkowałem nieopodal i podszedłem niepewnie.

- Cześć, Ty pewnie jesteś Martyna? – co za idiotyczny tekst – nie przyjechałem tu przecież na podryw. Nic nie odpowiedziała, patrzyła mi w oczy, rozpłakała się wtulając w moje ramiona.

Poczułem się dziwnie nieswojo. - Jakież to jest niesprawiedliwe, on był taki młody, tak bardzo kochał życie, miał tyle planów, dlaczego to spotkało właśnie jego? Usiedliśmy w obskórnej wiacie przystanku autobusowego, pośród pozdzieranych niedbale resztek jakichś wyborczych plakatów. Dziewczyna drżącymi rękoma zapaliła papierosa, zrobiłem dokładnie to samo. W końcu uspokoiła nieco emocje, wypuszczając dym rozpoczęła tragiczną relację …

- Dorwę gnoja choćbym miał szukać przez lata, dorwę i zniszczę mu życie tak jak on zniszczył życie rodzinie Pawła, myślisz że był pijany? Zapamiętałaś numery auta?

Markę? Kolor? - Uspokój się, przecież nie wiemy czy był pijany, jechał po prostu zbyt szybko. - Gdyby był trzeźwy nie spierdoliłby z miejsca wypadku tylko ratował Łysego! Dla mnie sprawa była jasna i klarowna, znalazłem winnego, teraz chciałem szukać sprawiedliwości, a raczej zemsty. - Widziałaś to auto? Co powiedziałaś policji? - Nic. To samo co Tobie, nie znam się na autach, nie patrzyłam na numery, byłam przerażona, wokół było mnóstwo krwi, chciałam ratować Pawła i nie miałam czasu gapić się na samochód, wiem tylko, że był czarny. Jak w ogóle możesz teraz o tym myśleć, podobno byliście przyjaciółmi! - Tak kurwa, czas przeszły, byliśmy ! Trudno, wybacz, przepraszam, przecież to nie twoja wina, nie powinienem naskoczyć na ciebie, masz prawo nic nie pamiętać, tylko kiedy pomyślę, że ten skurwiel uciekł i policja pewnie go nie znajdzie zalewa mnie krew! - Zostaw to policji, proszę… - Dziewczyno co ty pierdolisz, jakiej policji? Przecież oni teraz tylko kombinują jak przejść weryfikację, nie w głowie im szukanie jakiegoś zafajdanego kierowcy, myślisz że ta banda ubeków z MO przejmie się jakimś smarkaczem? Odfajkują temat i koniec!

Sprawca nieznany, sprawa umorzona! Tak to się skończy pani sprawiedliwa!

Martyna płakała prawie omdlewając, a ja, no cóż, zachowywałem się jak największy padalec bluzgając i wyżywając się na niej, sytuacja była nie do zniesienia, w końcu na szczęście odezwały się we mnie jakieś ludzkie uczucia, odpuściłem, nie miałem sumienia dłużej jej męczyć. - Choć odwiozę cię do domu, powinnaś odpocząć, rozmawiałaś z mamą Pawła? - Nie. Dwóch policjantów do niej pojechało, mnie kazali jechać do domu autobusem.

Poza tym, byliśmy z sobą od niedawna. Paweł nie przedstawił mnie nikomu z rodziny.

Nawet ciebie i chłopaków z zespołu znałam tylko ze zdjęć. Obiecywał, że mnie wam przedstawi po najbliższym koncercie. Nie chciał bym przychodziła na próby, nie wiem dlaczego? - Cały Paweł, zawsze był trochę wycofany i tajemniczy, ale nie martw się, nie ty jedna nie bywałaś na próbach, u nas nie ma po prostu żadnych gości, takie mamy zasady i tyle, więc nie musisz tego brać do siebie. W końcu odezwała się we mnie skrywana przed światem romantyczniejsza cecha osobowości, zrobiło mi się jej bardzo żal, była zagubiona i zrozpaczona, zastanawiałem się ile mogła mieć lat może szesnaście, może siedemnaście, jednego byłem pewien, była piękną młodą kobietką, zresztą mój przyjaciel zawsze miał dobry gust. Zbeształem się w myślach, że w takich okolicznościach oceniam urodę dziewczyny, ale w dziewiętnastoletnim ciele buzowały hormony czasem odbierające moc logicznego myślenia, zwłaszcza w towarzystwie osobników płci przeciwnej. Cóż, samczy popęd do prokreacji nie zawsze idzie w parze z savoir-vivre. - No to co, może pojedziemy, zaczyna się rozjaśniać i widzę jak słaniasz się na nogach. - Eche… Wsiadła do samochodu odsłaniając piękne, długie nogi, zamknęła oczy. Była słodka. - No i co? - Co, co? - No gdzie mam jechać? Przecież poznaliśmy się przed chwilą, więc raczej nie bardzo wiem gdzie mieszkasz. - Och tak, wybacz, Nałkowskiej 12, po drugiej stronie miasta. Wiesz, może to dziwne, ale po naszej rozmowie wydaje mi się jakbyśmy znali się od lat. Ty też tak masz? - Nie wiem, ale skoro tyle się o nas nasłuchałaś to wydaje ci się, że znamy się długo.

Coraz bardziej męczyła mnie rozmowa z tą małolatą, a może drażnił fakt jak bardzo mi się podobała. Postanowiłem milczeć i zacząłem uciekać myślami zastanawiając się nad tym co robić dalej. Próbowałem wyobrazić sobie rozmowę z mamą Pawła, z kobietą którą traktowałem jak cudowną ciotkę, z którą miałem lepszy kontakt niż z własną rodzicielką,

bo tej i tak przeważnie nie było, a kiedy była, zwykle spała otulona alkoholowym oparem

lub balowała w towarzystwie dziwnych typów spod ciemnej gwiazdy.

Wiedziałem, że mama Pawła nie miała w życiu lekko, a teraz straciła syna. Ileż Bóg, podobno sprawiedliwy i miłosierny może złożyć na barki delikatnej, wrażliwej i dobrej kobiety? Mąż zostawił ją gdy młodsza córka miała zaledwie rok. Prysnął do Stanów

z jakąś cizią poznaną w firmie podczas zagranicznego kontraktu. Jedynym pozytywem w tej sytuacji był nasz dostęp do świetnych instrumentów za darmochę. Paweł doił z wyrodnego ojca ile się dało, a ten mając wyrzuty sumienia i poczucie winy wobec własnych dzieci ochoczo posyłał ze Stanów wszystko o co dzieci poprosiły. Naszymi sprzętami mogliśmy obdzielić kilka zespołów.

Ciekawe czy przyleci na pogrzeb i jak spojrzy w oczy byłej żonie, która również mnie matkowała i czułem niemal fizyczny ból wiedząc jak parszywie życie ją doświadcza.

Gdybym mógł zdjąć z tej kruchej osoby choćby odrobinę odium jakie na nią spadło zrobiłbym to bez wahania nawet za cenę własnego cierpienia. Ta kobieta pokazała mi co to znaczy mieć mamę, chyba kochałem ją bardziej niż własną. Dumając o tym wszystkim nie zauważyłem nawet, że stoimy pod blokiem. Martyna spała. Była bardzo piękna. Miarowy oddech uwydatniał jej kształtne piersi. Znowu złajałem się w myślach. Szturchnąłem ją niedbale, acz najdelikatniej jak potrafiłem, wyglądało to groteskowo, jakbym patykiem dobierał się do zwiniętego w kulkę jeża, a moja nadmiernie okazana czułość, albo nagromadzony głęboko stres spowodowały, że podskoczyła wystraszona jakby zobaczyła ducha. - Spokojnie mała, to tylko ja, jesteśmy pod blokiem. Może cię odprowadzić ? W sumie dopiero teraz uświadomiłem sobie, że dziewczyna nie była w domu całą noc, więc rodzice pewnie odchodzą od zmysłów. – Jak twoi starzy zareagują, że wracasz nad ranem? - Luz, oboje pracują na nocną zmianę wracają dopiero przed siódmą. - Całe szczęście, idź na chatę i połóż się spać, żeby nie wystraszyli się ciebie jak przyjdą. Zacząłem delikatnie wyganiać ją z samochodu, nie miałem ochoty tłumaczyć się jej matce czy ojcu kim jestem i co robiłem z ich córką przez pół nocy. - No zmykaj. - Zobaczymy się jeszcze? Zapytała w taki sposób, jakby moja osoba pozostała jakimś symbolicznym łącznikiem między nią i jej ukochanym. - Pewnie tak, ale to będzie raczej bardzo smutne spotkanie, na pogrzebie. - Wiesz... nie wiem czy dam radę, czy powinnam tam być? - wyszeptała znów zalewając się łzami - może wejdziesz na chwilę? Zrobię herbaty, mój ojciec ma pewnie jeszcze jakieś piwo w lodówce, nie chcę być sama, rodzice zrozumieją. Naprawdę tego ranka nie miałem już ochoty ani na towarzystwo tej pięknej, zapłakanej damy, ani nikogo innego. Czekało mnie mnóstwo spraw do załatwienia, musiałem powiadomić kumpli z zespołu, odwołać najbliższe koncerty, a przede wszystkim w pierwszej kolejności pójść do mamy Pawła, pewnie potrzebuje pomocy, samochodu, kierowcy, przecież nie mogę jej z tym wszystkim zostawić. No i wakacyjna praca – potrzebuję wolnego, trzeba podjechać do kierownika. - Co ty wygadujesz dziewczyno! Jeśli go kochałaś powinnaś stanąć nad jego trumną,

on by tego chciał, nie sądzisz ? A co do wizyty, to nie jest dobry pomysł i na piwo nie mam ochoty, prowadzę. Było to najbardziej durne wytłumaczenie jakiego mogłem się uchwycić, ale dziewczyna nie znała przecież historii poprzedniego wieczoru, gdy na ławce w osiedlowym parku obaliłem

z kumplami kilka butelek wina marki Grunwaldzkie. Prowadząc zatem fiata w środku nocy, kwestia wygłoszona o nie prowadzeniu auta pod wpływem działania napojów wyskokowych stawała się groteskowa.

- A tak w ogóle... to po co przeciągać tę nieszczęsną znajomość? Znów wyszedł ze mnie cham. W mig uświadomiłem sobie, że kolejny raz fatalnie się do niej odnoszę wyładowując frustrację, i kolejny raz w jej towarzystwie zrobiło mi się głupio.

To było dziwne.

Zwykle nie miewałem takich sentymentów, ale przecież okoliczności też nie były zwykłe, a może jednak coś, niee… - Sorry. Jestem zdenerwowany, przepraszam, idź już – otwarłem drzwi podając jej na kartce numer telefonu do społemowskiego spożywczaka. - Tutaj pracuję przez wakacje, jak odeśpisz i będziesz miała ochotę zadzwoń ok ? To numer na robotę, do domu już masz. - Dobra, dzięki, cieszę się, że mogłam cię w końcu poznać. - Hmm, Cześć.

22 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page