top of page
  • Artur

CZAS...

Cholera mnie bierze od wiecznego braku czasu. Niestety muzyka nie może wypełniać każdego dnia bo trzeba jeszcze zarabiać na chleb. Poza tym w domach ojców z małymi dziećmi szpitale. Grypa szaleje, koronawirus u drzwi, dziś słyszałem o pierwszym przypadku gdzieś w Lubuskiem. Jednym słowem szajba na kołach, a my za tygodnie trzy mamy wejść na ostatnią sesję do Remka. Do poduchy czytam biografię Muńka Staszczyka lidera i założyciela T.Love i tak sobie myślę, że czasy szkoły to był jednak najpiękniejszy okres życia, zero stresu, tanie wino, dziewczyny i koncerty, punkowa kapela, czasem jakiś skręt z samosiejki która niespecjalnie kopała, choć i tak każdy udawał, że jest na niezłym haju :) I komu to przeszkadzało? Jak czytam wspomnienia Zygmunta to jakbym widział siebie i moich kumpli z blokowiska, choć my do Warszawki mieliśmy o wiele dalej niż oni. Poza tym w stanie wojennym byłem smarkatym gówniarzem skaczącym po czołgach żeby zerknąć do środka, kiedy oni byli nieco starszymi gówniarzami łażącymi po mieście z gitarami i pukającymi do bram sławy z muzyką Nowej Fali. Tak mnie wzięło na wspominki, bo aż tęsknota bierze gdy człowiek sobie przypomni, że kiedyś nie było nic ważniejszego od próby czy koncertu. Mama dawała papu, ojciec dokładał do płyt i jakoś leciało:)




5 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page